Fundusze Europejskie
Opcje dostępności Włącz powiększenie czcionki Włącz wysoki kontrast Włącz lektora
Wyszukiwarka Mapa strony
  1. Żegnaj karnawale, witaj poście...

Żegnaj karnawale, witaj poście...

Żegnaj karnawale, witaj poście...

Dziś środa popielcowa. O dawnych tradycjach i współczesnych zwyczajach związanych z przechodzeniem z karnawału w okres Wielkiego Postu a także o interpretacji nowego brzmienia przykazania kościelnego mówiącego o powstrzymywaniu się w poście od zabaw, traktuje obszerny artykuł Karoliny Małeckiej zamieszczony w ostatnim numerze "Tarnowskiego Gościa Niedzielnego".

"Kiedyś to były czasy..." - wzdycha chyba każde pokolenie, w każdym przypadku co innego mając na myśli. Nostalgia ta jest szczególnie wyrazista, kiedy porównamy dawne tradycje i współczesne zwyczaje przejścia z karnawału w okres Wielkiego Postu.

Babski comber i witanie śledzia

Dawna Polska potrafiła się bawić. Niezależnie od zamożności i stanu, przez cały tydzień poprzedzający Wielki Post odbywały się huczne zabawy. Szczególnie świętowano w "tłusty" czwartek nazywany był też babskim combrem. Był to dzień, w którym bawiły się przede wszystkim kobiety. Ów zwyczaj, spotykany w Małopolsce, powstał na przełomie XVI- XVII w. Legenda mówi, że w tym okresie w Krakowie władzę dzierżył okrutny wójt Comber, który prześladował przekupki krakowskie. Podobno, kiedy zmarł, a potem w rocznice jego śmierci, która przypadała w "tłusty" czwartek, kobiety ubogie, przekupki i służebne spotykały się na rynku, zamawiały muzykę, tańczyły, bawiły się, piły wódkę i zaczepiały mężczyzn, zmuszając ich do wygłupów i tańców. Na Sądecczyźnie z kolei legenda mówi, że Combrem był obwoźny handlarz-rzeźnik, który jeździł po wsiach rozwożąc wedliny. Kobiety zbiegały się na słowa "Comber jedzie", by na "tłusty" czwartek kupować wędliny i mięso. Do dzisiaj tego dnia w Niemczech chodzą przebierańcy, a kobiety ucinają mężczyznom krawaty.

Następne dni końca karnawału były w miarę spokojne, aż do wtorku poprzedzającego Środę Popielcową. Był zwyczaj, że w tym dniu mężatka powinna zatańczyć z mężem albo jego najbliższym przyjacielem taniec "na len i konopie". Meżczyźni tańczyli "na owies i pszenicę", a panny "na rutę". Chodziło w tych tańcach o jak najwyższe podskoki, co miało zapewnić wysokie plony.

Kolejnym dowodem na pomysłowość staropolskich kobiet był tzw. wkup do bab. Kobiety, które w ostatnim roku wyszły za mąż, musiały się wkupić do grona starszych, doświadczonych już mężatek. Młoda mężatka musiała przynieść garniec gorzałki, a tańce, przepijanie i życzenia odbywały się w ścisłym gronie gospodyń.
O północy milkła muzyka, instrumenty chowano na 40 dni do skrzyń i odbywało się tzw. witanie żuru i śledzia, podstawowych elementów wielkopostnej strawy.

Post na talerzu

Że już się tak nie bawimy, jak nasi dziadowie, to pewne. A jak pościmy? Też daleko nam do wcale nie tak zamierzchłych czasów. "Dawniej post był bardzo przestrzegany - mówi 64-letni Adam Kot. Przez całe 40 dni nie było mowy o żadnym mięsie, tłuszczu, skwarkach czy śmietanie. Główne potrawy z postu mojego dzieciństwa to niezabielany żur, kapusta i groch. Nawet serwatkę z mleka mama zlewała do beczek na niepostny czas. Sam już tego nie pamiętam, ale wspominali moi rodzice, że we wtorek przed Środą Popielcową myto i wyparzano wrzątkiem wszystkie garnki, w których przyrządzano wczesniej potrawy, aby nie zachowało się gdzieś oko tłuszczu. Od tego momentu, aż do Wielkiej Soboty nie stosowano żadnych tłuszczów, jedynie olej lniany. Za to tuż po poświęceniu pokarmów, w drodze powrotnej z kościoła zatrzymywaliśmy się na trawie i zajadali się gotowanymi jajami, święconym masłem i kiełbasą".

Dzisiaj praktycznie nie ma żadnej różnicy w jadłospisie pomiędzy Wielkim Postem a innymi okresami roku kościelnego. "To dlatego - tłumaczy moralista ks. prał. Adam Kokoszka - że Kościół obecnie kładzie akcent bardziej na wewnętrzne, duchowe przeżywanie pokuty".

W łagodnym przejściu z karnawału do Wielkiego Postu z pewnością pomaga
Nabożeństwo czterdziestogodzinne

Różne są interpretacje źródeł tego nabożeństwa. Jedni twierdzą, że odnosi się ono do tradycyjnego przebywania Jezusa w grobie przez 40 godzin. Inni przekonują, że nawiązuje ono do biblijnego obrazu czterdziestodniowego postu i modlitwy Chrystusa na pustyni. Prawdopodobnie początki tego nabożeństwa sięgają końca XVI wieku.

Jest to forma adoracji, w której powinna uczestniczyć cała parafia, a więc wszystkie grupy wiekowe, stany i organiacje istniejące w ramach wspólnoty parafialnej. Przyjęły się dwie formy czterdziestogodzinnej adoracji w parafii: od ostatniej dopołudniowej Mszy św. w niedzielę przed Wielkim Postem do wtorkowego wieczoru przed Popielcem bądź po Mszach św. w trzy ostatnie niedziele karnawału.

Przyjęło się określenie nabożeństwa czterdziestogodzinnego czasem modlitwy błagalnej i ekspiacyjnej, jako wynagrodzenie za grzechy popełnione w czasie karnawału. Choć jest to określenie popularne, nie do końca odpowiada prawdzie. Sugeruje bowiem, że trzeba najpierw w czasie karnawałowych balów i hulanek nagrzeszyć, by potem mieć za co przepraszać. Jest zatem bardziej właściwym określać tę adorację jako modlitewny wstęp mający przygotować człowieka na łagodne wejście w pokutny charakter Wielkiego Postu.

Zabawy (nie)huczne

Pewne wątpliwości u wielu katolików zrodziło obowiązujące od I niedzieli ubiegłorocznego Adwentu nowe brzmienie przykazań kościelnych. Chodzi tu o treść czwartego przykazania "... a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Poprzednie brzmienie przykazań kościelenych precyzowało rodzaj tych - mowa była mianowicie o zabawach hucznych. Wydaje się zatem, że nowa wersja przykazania poszerzyła ów zakaz o także inne zabawy - nie tylko niż huczne. Wątpliwości te wyjaśnia autor publikacji "Pięć słów Kościoła. Przykazania kościelne" ks. Adam Kokoszka: "Chodzi tu przede wszystkim o konkretne opanowanie przez ludzi instynktów rozrywkowych. Nikt nie wątpi, że istnieje bezwzględny zakaz uczestniczenia w zabawach tanecznych, dyskotekach itp. Ale dotyczy to także imprez, na których nasilenie hałasu kłóci się z pokutnym charakterem nie tylko Wielkiego Postu, ale i wszystkich piątków".

Trzeba przyznać, że współczesne przejście z karnawału w Wielki Post nie jest już tak radykalne jak kiedyś. Ba, dla niektórych bywa wręcz niezauważalne. "Skoro nie pościmy już jak kiedyś, to i nie ma czego hucznie żegnać" - tłumaczy 17-letnia Agnieszka. I wydaje się, że w jej prostym spostrzeżeniu sporo jest racji. Inna rzecz, że ktoś, kto nie potrafi pościć i pokutować, nie bardzo jest w stanie w pełni radośnie się bawić. Poza tym nieustanna pokuta i ciągła zabawa tak samo mogą zmęczyć. Dlatego - jak mówi Kohelet - wszystko ma swój czas.

Źródło: TGN/Karolina Małecka

Dziś środa popielcowa. O dawnych tradycjach i współczesnych zwyczajach związanych z przechodzeniem z karnawału w okres Wielkiego Postu a także o interpretacji nowego brzmienia przykazania kościelnego mówiącego o powstrzymywaniu się w poście od zabaw, traktuje obszerny artykuł Karoliny Małeckiej zamieszczony w ostatnim numerze "Tarnowskiego Gościa Niedzielnego". "Kiedyś to były czasy..." - wzdycha chyba każde pokolenie, w każdym przypadku co innego mając na myśli. Nostalgia ta jest szczególnie wyrazista, kiedy porównamy dawne tradycje i współczesne zwyczaje przejścia z karnawału w okres Wielkiego Postu. Babski comber i witanie śledzia Dawna Polska potrafiła się bawić. Niezależnie od zamożności i stanu, przez cały tydzień poprzedzający Wielki Post odbywały się huczne zabawy. Szczególnie świętowano w "tłusty" czwartek nazywany był też babskim combrem. Był to dzień, w którym bawiły się przede wszystkim kobiety. Ów zwyczaj, spotykany w Małopolsce, powstał na przełomie XVI- XVII w. Legenda mówi, że w tym okresie w Krakowie władzę dzierżył okrutny wójt Comber, który prześladował przekupki krakowskie. Podobno, kiedy zmarł, a potem w rocznice jego śmierci, która przypadała w "tłusty" czwartek, kobiety ubogie, przekupki i służebne spotykały się na rynku, zamawiały muzykę, tańczyły, bawiły się, piły wódkę i zaczepiały mężczyzn, zmuszając ich do wygłupów i tańców. Na Sądecczyźnie z kolei legenda mówi, że Combrem był obwoźny handlarz-rzeźnik, który jeździł po wsiach rozwożąc wedliny. Kobiety zbiegały się na słowa "Comber jedzie", by na "tłusty" czwartek kupować wędliny i mięso. Do dzisiaj tego dnia w Niemczech chodzą przebierańcy, a kobiety ucinają mężczyznom krawaty. Następne dni końca karnawału były w miarę spokojne, aż do wtorku poprzedzającego Środę Popielcową. Był zwyczaj, że w tym dniu mężatka powinna zatańczyć z mężem albo jego najbliższym przyjacielem taniec "na len i konopie". Meżczyźni tańczyli "na owies i pszenicę", a panny "na rutę". Chodziło w tych tańcach o jak najwyższe podskoki, co miało zapewnić wysokie plony. Kolejnym dowodem na pomysłowość staropolskich kobiet był tzw. wkup do bab. Kobiety, które w ostatnim roku wyszły za mąż, musiały się wkupić do grona starszych, doświadczonych już mężatek. Młoda mężatka musiała przynieść garniec gorzałki, a tańce, przepijanie i życzenia odbywały się w ścisłym gronie gospodyń. O północy milkła muzyka, instrumenty chowano na 40 dni do skrzyń i odbywało się tzw. witanie żuru i śledzia, podstawowych elementów wielkopostnej strawy. Post na talerzu Że już się tak nie bawimy, jak nasi dziadowie, to pewne. A jak pościmy? Też daleko nam do wcale nie tak zamierzchłych czasów. "Dawniej post był bardzo przestrzegany - mówi 64-letni Adam Kot. Przez całe 40 dni nie było mowy o żadnym mięsie, tłuszczu, skwarkach czy śmietanie. Główne potrawy z postu mojego dzieciństwa to niezabielany żur, kapusta i groch. Nawet serwatkę z mleka mama zlewała do beczek na niepostny czas. Sam już tego nie pamiętam, ale wspominali moi rodzice, że we wtorek przed Środą Popielcową myto i wyparzano wrzątkiem wszystkie garnki, w których przyrządzano wczesniej potrawy, aby nie zachowało się gdzieś oko tłuszczu. Od tego momentu, aż do Wielkiej Soboty nie stosowano żadnych tłuszczów, jedynie olej lniany. Za to tuż po poświęceniu pokarmów, w drodze powrotnej z kościoła zatrzymywaliśmy się na trawie i zajadali się gotowanymi jajami, święconym masłem i kiełbasą". Dzisiaj praktycznie nie ma żadnej różnicy w jadłospisie pomiędzy Wielkim Postem a innymi okresami roku kościelnego. "To dlatego - tłumaczy moralista ks. prał. Adam Kokoszka - że Kościół obecnie kładzie akcent bardziej na wewnętrzne, duchowe przeżywanie pokuty". W łagodnym przejściu z karnawału do Wielkiego Postu z pewnością pomaga Nabożeństwo czterdziestogodzinne Różne są interpretacje źródeł tego nabożeństwa. Jedni twierdzą, że odnosi się ono do tradycyjnego przebywania Jezusa w grobie przez 40 godzin. Inni przekonują, że nawiązuje ono do biblijnego obrazu czterdziestodniowego postu i modlitwy Chrystusa na pustyni. Prawdopodobnie początki tego nabożeństwa sięgają końca XVI wieku. Jest to forma adoracji, w której powinna uczestniczyć cała parafia, a więc wszystkie grupy wiekowe, stany i organiacje istniejące w ramach wspólnoty parafialnej. Przyjęły się dwie formy czterdziestogodzinnej adoracji w parafii: od ostatniej dopołudniowej Mszy św. w niedzielę przed Wielkim Postem do wtorkowego wieczoru przed Popielcem bądź po Mszach św. w trzy ostatnie niedziele karnawału. Przyjęło się określenie nabożeństwa czterdziestogodzinnego czasem modlitwy błagalnej i ekspiacyjnej, jako wynagrodzenie za grzechy popełnione w czasie karnawału. Choć jest to określenie popularne, nie do końca odpowiada prawdzie. Sugeruje bowiem, że trzeba najpierw w czasie karnawałowych balów i hulanek nagrzeszyć, by potem mieć za co przepraszać. Jest zatem bardziej właściwym określać tę adorację jako modlitewny wstęp mający przygotować człowieka na łagodne wejście w pokutny charakter Wielkiego Postu. Zabawy (nie)huczne Pewne wątpliwości u wielu katolików zrodziło obowiązujące od I niedzieli ubiegłorocznego Adwentu nowe brzmienie przykazań kościelnych. Chodzi tu o treść czwartego przykazania "... a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Poprzednie brzmienie przykazań kościelenych precyzowało rodzaj tych - mowa była mianowicie o zabawach hucznych. Wydaje się zatem, że nowa wersja przykazania poszerzyła ów zakaz o także inne zabawy - nie tylko niż huczne. Wątpliwości te wyjaśnia autor publikacji "Pięć słów Kościoła. Przykazania kościelne" ks. Adam Kokoszka: "Chodzi tu przede wszystkim o konkretne opanowanie przez ludzi instynktów rozrywkowych. Nikt nie wątpi, że istnieje bezwzględny zakaz uczestniczenia w zabawach tanecznych, dyskotekach itp. Ale dotyczy to także imprez, na których nasilenie hałasu kłóci się z pokutnym charakterem nie tylko Wielkiego Postu, ale i wszystkich piątków". Trzeba przyznać, że współczesne przejście z karnawału w Wielki Post nie jest już tak radykalne jak kiedyś. Ba, dla niektórych bywa wręcz niezauważalne. "Skoro nie pościmy już jak kiedyś, to i nie ma czego hucznie żegnać" - tłumaczy 17-letnia Agnieszka. I wydaje się, że w jej prostym spostrzeżeniu sporo jest racji. Inna rzecz, że ktoś, kto nie potrafi pościć i pokutować, nie bardzo jest w stanie w pełni radośnie się bawić. Poza tym nieustanna pokuta i ciągła zabawa tak samo mogą zmęczyć. Dlatego - jak mówi Kohelet - wszystko ma swój czas. Źródło: TGN/Karolina Małecka